Autoregulacja

Inspiracją to tego wpisu stała się Monika. Moja długo nie widziana znajoma, która podzieliła się ze mną swoim doświadczeniem.

Kilka miesięcy temu, mając wg kalendarza 50 lat, Monika powróciła do kajakarstwa, które trenowała jako nastolatka. Obecnie w grupie seniorów, nie tylko zdobyła złote medale, ale największym dla niej sukcesem stała się….. radość. Głęboka radość, której bardzo dawno nie odczuwała. Radość na poziomie czucia komórkowego. Radość, która zmienia wibracje jej codziennego życia. Stara pasja powróciła w nowej odsłonie, kontakt z innymi kajakarzami, którzy są w radości, przebywanie z wodą, naturą i brak presji na zwycięstwo (jak to było za młodu). Uaktywnił się regulator napiętego stresami życia, ciała i ducha Moniki. Przez powrót do wytrenowanego lata temu wzorca ruchu jej układ nerwowy aktywował się do pierwotnych ustawień, jednak w ulepszonej formie. Ponieważ, teraz to jej świadoma decyzja, bez presji na medale, bez spełniania oczekiwań innych ludzi, bez lęku przed porażką i oceną, bez „muszę”, ponieważ teraz jest tylko „chcę”.

Miło było posłuchać wyluzowanej i szczęśliwej Moniki.

Moje życie dziecięce i młodzieżowe nie było nakierowane za żadne regularne spory, zajęcia czy pasje. Żyłam w „zapadłej wsi”. Zwykły basem był egzotyczną aktywnością. Jakiekolwiek treningi sportowe były niedostępne. Świadomość ówczesnych wsi lat 80tych 90tych ubiegłego wieku nie ogarniała tematów rozwojowych. Szkoła była jedynym źródłem wiedzy i „drabiną” rozwoju. Z tamtej rzeczywistości brałam jednak inne zasoby. Naturę, wodę, las, ziemie, pracę w ogrodzie, w polu.

Dzisiaj niczego nie trenuję i na pewno nie będę. Natomiast w ruchu jestem cały czas. Co mnie porusza i reguluje? WODA. WODA cały rok. We wszystkie pory roku wskakuję do jeziora albo rzeki. Tak jak się narodziłam, naga. Bardzo wczesnym rankiem kiedy energia dnia jeszcze śpi, kiedy pole mentalne jest nieaktywne, kiedy nie ma człowieka, wtedy jest czas świętej trójcy. Cisza, natura i ja. Pływam, zanurzam się, obmywam, błogosławię, modlę się, dziękuję. Zanim wejdę do wody, tańczę na boso w ogrodzie. Poruszam ciałem tak jak ono na ten moment chce. Tańczę z Matką Ziemią i moją Duszą. To moje główne autoregulacje.

Przyszły do mnie same, mój umysł ich nie wymyślił, nie skopiowałam od nikogo. Ciało przez lata prowadziło mnie do tych aktywności. I może właśnie z tej „zapadłej wsi” wzięłam pasje do natury. Może teraz, kiedy kalendarz pokazuje 52 lata wracają do mnie zapachy wsi, żniw, ziemi, pola, ziół, lasu, mokrej trawy i spadłych jesiennych liści. Te zapachy, które zapisały się w moim ciele pół wieku temu teraz mnie regulują i uzdrawiają. Tak jak Monikę. Każdą z nas na miarę naszych potrzeb i wg zapisanych historii.

Wdzięczność, że czytasz.

Kasia

Przewijanie do góry