
Od ponad roku obserwuję w swoim ciele nowe reakcje, bolesne reakcje. Konkretnie chodzi mi o przebywanie w miejscach publicznych, udział w wydarzeniach z masową ilością uczestników, dużych koncertach, wydarzeniach kulturalnych, wizyty w galeriach handlowych czy tzw festiwalach świadomościowych.
Zauważyłam, że po takich wydarzeniach jestem wyczerpana, energetycznie wyssana. Moje ciało opada z sił, pojawiają się wymioty, ból głowy, biegunka. Ciało się buntuje, oczyszcza na wielu poziomach. Reakcja ta przypomina mi rozdziały z dawnego życia kiedy zatruwałam się dużą ilością alkoholu na imprezach, czyli ówczesnej mojej rozrywki.
Stopniowo zaczęłam się wycofywać z udziału w publicznych wydarzeniach, żeby nie narażać się na dyskomfort, ból i marnowanie pięknych dni w uściskach klozetu. Powoli zaczęłam też unikać miejsc gdzie uczestnicy byli mi kompletnie nieznani i było ich więcej niż 20 osób. Zaczęłam najlepiej czuć się w swoim towarzystwie i otoczeniu przyrody.
Zewnętrznie można to nazwać samotnością, wycofaniem, alienacją, jednak mnie ta opinia nie pasuje. Wiem, że to przejaw czucia, rosnącej wrażliwości, miłości do siebie samej i swojego ciała. W dawnym życiu nie wiedziałam, że ciało to święty pojazd dla mojej duszy, że należy je chronić, dbać, kochać. Nadużywałam i molestowałam je niezdrowym jedzeniem, alkoholem, papierosami, „przydrożnym seksem” i toksycznymi relacjami. Wszystko to w imię kolektywnych dobrze widzianych zwyczajów. Wszystko w imię przynależności do kolektywu. Wówczas nie byłam dziwaczką. Wówczas byłam jedną z wielu kobiet, które nie czują, nie wiedzą i nie są świadome kim naprawdę są.
Obecnie trochę więcej czuję, trochę więcej widzę, trochę bardziej jestem świadoma. Nadal jednak nie stawia mnie to ponad nikim, bo jestem w drodze. Może krok dalej od kogoś, może krok za kimś. Jednak to moja święta droga poznawania i miłowania siebie. I nazywają mnie dzisiaj dziwaczką i mówią że „kiedyś to była fajna dziewczyna”. Uwierz, że nie ma to znaczenia jak mnie nazwą.
Znaczenie dla mnie ma jak potrafię się ukochać, jak potrafię się uszanować i jak zachować swoją możliwie najwyższą wibrację.
Wdzięczność, że czytasz.
Kasia


