Co z tymi zmarłymi

Święto zmarłych od kilku lat wnosi w moje życie coś nowego. Jakieś inne spojrzenie na ten dzień, obrzędy, tradycje i przekonania. Tym razem przyszedł nieco inny wgląd.

Ponad 10 lat temu zmarła siostra mojego taty, Zofia. Przeżyła ponad 80 lat. Była mi bliska. Rodzice moi chcieli ją pochować w grobie jej matki, mojej babci, która leżała sama a jej maż spoczywał w osobnym grobie. Wpadłam na pomysł, żeby przenieść babcie do dziadka a ciocie pochować samą. Uważałam wtedy, że robię „rodzinne porządki cmentarne”. Czułam, że jestem bardzo ważna, mądra i wiem lepiej.

Skąd mi się to wzięło? Moja babcia nie cieszyła się dobrą sławą jako matka. Natomiast ja, wnuczka, miałam żal, złość, pogardę do babci za to jaką była matką dla mojego taty i cioci. Z tej złości zarządziłam, żeby ciocia nie leżała w jednym grobie ze swoja matką – katem. Co więcej, kiedy grabarze odkopali grób babci, weszłam do niego. Po ponad 30 latach były tam tylko kości, czarne rajstopy i książeczka do nabożeństwa.

Co z tego sobie uświadomiłam dzisiaj? Jak to teraz widzę?

Wchodząc do grobu czułam i pokazałam, że jestem większa od babci, ważniejsza i mądrzejsza. Pokazałam swoją wyższość i „talent” zarządzania czyimś życiem i śmiercią. Zaburzyłam dynamikę rodu i porządku rzeczy, bo taką decyzję mógł podjąć babci syn a nie wnuczka.

Okazałam babci pogardę, osądzając ją jako matkę. Nie brałam pod uwagę jakie ciężkie życie miała. Jakie okoliczności, emocje i doświadczenia zmuszały ją to takiego a nie innego postępowania wobec dzieci. Była bez męża podczas wojny. Z biedy gotowała wróble. Jako małe dziecko była oddana toksycznej babci. I wiele innych ciężkich historii przeszła. A ja, jej wnuczka, śmiałam nazwać ją katem i zarządzić przeniesienie zwłok. Wiem, że dobra jestem w zarządzaniu, ale nie wiedziałam, że nawet w zaświatach zarządzam.

Dziś wiem, że nie miałam takiego prawa, dziś wiem, że zmarłych nie można osądzać. Nie można mieć do nich żalu. Nieważne jakimi byli za życia. Nigdy nie poznamy ich prawdziwej historii. Nigdy nie będziemy w ich skórze. Należy ich los uszanować i nie zakłócać spokoju swoimi egotycznymi interpretacjami. Co więcej, osądzając zmarłych narażamy się na „uczepienie się” ich duszy do nas. Wtedy nie żyjemy własnym życiem tylko życiem zmarłej osoby. Przejmujemy na siebie ich historie, nieuleczone traumy, nie skończone sprawy.

Dziś, w dzień zaduszny, mówię do babci

„Babciu Praksedo, szanuję Twój ciężki los. Dziękuję, że to wszystko zniosłaś. Jesteś wielka. Dzięki temu ja już nie muszę dźwigać takich ciężarów i nie muszę być dla swojego dziecka katem. Biorę od Ciebie dary i wszystko co najlepsze. Jestem wdzięczna, że Twoja miłość cały czas płynie od mojego taty do mnie i do mojego dziecka. ”

Wdzięczność, że czytasz.

Kasia

Przewijanie do góry